Kiedy weszłam do Multikina, byłam trochę zasmucona, że tak ważna produkcja utonie zapewne wśród świątecznych hitów takich. Bo o czym myślimy w grudniu: o problemach dzieci autystycznych czy np. ubieraniu choinki? Film "Siubuk" chciałam obejrzeć od dnia w którym zobaczyłam zwiastun. Niestety w Leszczyńskim Multikinie grany jest tylko jeden seans dziennie i to nie wcześniej niż dwudziesta, a nie wiedziałam czy Dom Kultury w Górze zdecyduje się go pokazać. Zastanawiałam się dlaczego na premierę (która odbyła się 2 grudnia) wybrali tak niekorzystny czas. Przez przypadek dowiedziałam się, że w dniach 1-7 grudnia przypada Europejski Tydzień Świadomości Autyzmu i pewnie data była z tym związana. Bo właśnie tego dotyczy produkcja. Jednak według mnie, lepszy terminem byłby drugi kwietnia czyli dzień Świadomości Autyzmu. Większa szansa, że obejrzeliby go ludzie nie związani z tematem. Tylko z drugiej strony wtedy musielibyśmy czekać do roku 2023... Ale koniec z gadaniem o datach.
Historia rozpoczyna się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Marysia jest, młodą studentką, mieszkająca z siostrą w biednej kamienicy. Gdy dowiaduje się, że jest w ciąży, chce dokonać aborcji. Jednak z pomocą siostry decyduje się na urodzenie dziecka. Kubuś dostaje diagnozę autyzmu. I od tej pory rozpoczyna się walka Marysi z systemem, który w chłopcu widział tylko problemem. Ona tymczasem chciała rozwijać jego potencjał. Powiedziała "Jestem twoją matką i lepiej wiem do czego się nadajesz".
Za reżyserię odpowiada Jacek Lupiński, znany między innymi z takich filmów, jak "Boże Ciało". Opowiadał, że pomysł na film zrodził się z gniewu, kiedy widział matki czekające w poczekalni na dzieci wracające z terapii. I o tym głównie jest "Siubuk" - silnej miłości matki, która do ostatniej kropli krwi walczy o lepsze życie dla swojego dziecka. Jednocześnie dotyka problemu bezduszności i nie chęci popatrzenia w głąb drugiego człowieka. Chętnie napisałabym więcej, ale wtedy musiałabym zaspoilerować fabułę, a podobno tego ludzie nie lubią. :)
Ktoś powie: "Ale to były inne czasy, teraz to dzieci mają orzeczenie o wszystko". Nie zaprzeczę, że wiele zmieniło się na plus. Jednak na facebookowych grupach dla rodziców osób autystycznych nadal można przeczytać historie, że np. nauczyciel nie chce zabrać takiego dziecka na wycieczkę, chociaż rodzic wyraźnie zaznaczył, że pojedzie jako jego opiekun. Albo o dziadkach, co twierdzą, że ten autyzm to wymysł, że za ich czasów lekiem był "wpierdolizer". O kosztach terapii, potrzebie rezygnacji z pracy czy braku opieki wytchnieniowej już nawet nie chce mi się pisać.
Czemu piszę o tym tutaj? Zakładając tego bloga chciałam nie tylko opowiadać o życiu w naszym ośrodku, ale również o niepełnosprawności w ogóle i nie widzialnych problemach, które się z tym wiążą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz